piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 12 ♥




=Zaczęła się głośno śmiać a ja obsunęłam się po zimniej ścianie nie mając siły nic powiedzieć ani wzywać pomocy… =

Nagle obudziłam się kurczowo trzymając brzucha i zaciskając w pięści skrawek bluzki. Wyswobodziłam materiał z uścisku i lekko oszołomiona poszłam do kuchni po szklankę zimnej wody. Wypiłam ją jednym duszkiem i wróciłam do łóżka. Następnego dnia w pracy było zaledwie kilka osób i mogłam sobie spokojnie porozmawiać z Lilly.
-No mamy dużo czasu. Opowiadaj co tam u ciebie?
-Nic ciekawego.
-Jak to? Nic mi nie powiesz ?
-No nic ciekawego.
- A co z Tobby’m?
-Ha ha żarcik!
-No bardzo śmieszne.
-Wszystko okey. Staramy się spotykać chociaż dwa razy w tygodniu bo Tobby ma pracę dorywczą i nie ma zbytnio czasu.
-Aham. Co?! Dwa razy w tygodniu?!
-Yhym ?!
-To co robisz aż tak ważnego, żeby nie spotkać się ze swoją najlepszą przyjaciółką?
-Poza tym, że całą rodziną chodzimy do psychologa, pomagam mamie z kawiarnią, wspieram tatę w poszukiwaniu nowej pracy to nic poważnego.
-Twój tato stracił pracę?
-Tak jakoś wyszło, że chciał się oderwać od przeszłości, jak to on ujął.
 -Rozumiem. A co z tą terapią?
-Takie załamki domowe. W sumie to ja nie ale rodzice są w tzw. separacji.
-Oh.
- A co tam u ciebie?
-No ja to się nudzę po pracy ale jakoś El ma niedługo przyjechać i Dan też więc razem będziemy się nudzić.
-Rose?
-Tak?
-Mam pytanie.
-To coś poważnego?
-No raczej. W sumie to teraz cię okłamałam ale nie do końca.
-Jak to?
-No bo widzisz…
-Nie widzę..
-To była prawda, ale po części cię unikałam…
Dziewczyna spuściła głowę a ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Że niby nic się nie stało ale jednak coś mnie w środku zgięło.
 -Czemu mnie unikałaś?
-To wszystko przez El
-Dlaczego? Powiedziała ci cos złego?
-Nie no co ty! Nie! Mówiła, że widziała was… jak się…
-Widziała mnie i Zayn’a tak? Jak się całujemy. O to ci chodzi?
-Wy jesteście razem?
-Nie. Od imprezy z nim nie gadałam. Znaczy jak siedziałam wieczorami to miałam już wybrany jego numer ale później się rozłączałam.
-Dlaczego?
-To długa historia ale w skrócie zrobiliśmy cos złego.
-To cos złego to, to co ja mam na myśli?
-Chyba tak.
-Oj dziewczyno! Powinnaś z nim pogadać a nie unikać.
-Ale czy to coś da?
-Jeszcze się nie nauczyłaś, że rozmowa wyjaśnia wszystko?
-No…
-No właśnie. Po pracy do niego zadzwonisz tak?
-Yhym, chyba.
-Nie chyba!
-Tak zadzwonię. 
-Jak coś to od razu leć do mnie.
-Dobra
Dzień w pracy minął szybko. Po południu przeczytałam  e-mail ze szkoły, że mam przyjść po jakieś papiery czy coś. Nie wiem o co im chodzi. Godzina była dość wczesna, więc jeszcze przed zamknięciem chciałam tam się udać. Odebrałam to co trzeba i wróciłam do domu. Usiadłam przed komputerem i przeglądając różne strony trafiłam na kurs prawa jazdy. Mam przecież dowód to umówię się na jazdę. Zrobiłam zgłoszenie internetowe i wysłałam. Później się umyłam, nabazgroliłam w pamiętniku i poszłam spać. Następnego dnia w pracy nie było Lilly. Jej mama powiedziała, że ma zatrucie żołądkowe. Robiłam wszystko za nas dwie bo inne dziewczyny nie mogły przyjść na zmianę Lilly a ja jak zwykle naiwnie się zgodziłam pracować sama, no ale podwójna stawka. Jestem materialistką. Kolejne dni mijały podobnie. W środę spotkałam się przez przypadek z Harry’m i Niall’em ale na parę sekund bo bardzo się śpieszyli. W czwartek wykupiłam sobie materiały potrzebne do nauki na prawko i od razu do nich zasiadłam. Zmęczona położyłam się wcześnie spać. W sobotę po bardzo generalnym sprzątaniu miałam kolejny koszmar nocny. Śnił mi się mój ojciec. Nie wiem jak wyglądał bo nigdy go nie widziałam, ale z tego co mama opowiadała i z oglądania zdjęć wiem jak wygląda. Na początku byliśmy w domu i jedliśmy coś a potem jakoś przenieśliśmy się do jakiegoś dziwnego miejsca. Wszędzie znajdowały się małe dzieci a obok nich jakieś ludzkie części ciała. Stałam tam obok niego jak gdyby nigdy nic a on powiedział do mnie:
-Musisz wziąć za to odpowiedzialność.
Ja pokiwałam głową, podeszłam do jakiegoś dziecka i zastrzeliłam je jakimś pistoletem. Obudziłam się porządnym zrywem. Moja twarz była w słonym pocie. Poszłam do łazienki przemyć twarz aby ochłonąć. Zimna woda ostudziła w pewnym stopniu rozgrzane ciało i kłębiące się w głowie przedziwne myśli. Mam dosyć ciągłych koszmarów! Jeszcze trochę i będę bała się zasnąć. Złapał mnie ostry skurcz w łydce przez co odruchowo usiadłam na toalecie a ręką zahaczyłam o podłużny i wysoki koszyk stojący obok. Zachwiał się i gdyby nie to, że go złapałam przewróciłby się i pewnie wszystkie szklane przedmioty by się potłukły na marmurowej posadce. Jedna z szufladek wiklinowego koszyka wysunęła się a nieduże opakowanie tamponów wyleciało z niego. Przypomniałam sobie o comiesięcznej przypadłości, której ostatnio nie miałam. To pewnie przez ten cały stres a ostatnio jest go dużo a do tego straszne koszmary. Po jutrze One Direction wyjeżdża w trasę coś około roku albo dwóch. Mam nadzieję, że sobie poradzą, ale przecież to ich praca. Nagle przypomniało mi się, że nie dzwoniłam do Zayn’a. Oj dobra, kiedy indziej, nie w nocy. Rano zapiszę się na wizytę u ginekologa aby sprawdzić co jest z moim brzuchem. A po chwili położyłam się dalej spać. Obudziłam się koło 12. Słońce przebijało swoimi promieniami firankę i drażniło moje oczy. Niechętnie wstałam i ogarnęłam się w łazience. Zjadłam pożywne śniadanie i zadzwoniłam do przychodniu u mawiając się na wizytę w poniedziałek na 15 od razu po pracy. Leżący na stole telefon przypomniał mi o bardzo ważnej rzeczy, którą powinnam była wykonać w poniedziałek. Wybrałam numer Zayn’a i czekałam aż odbierze. Nie minęły trzy sygnały jak usłyszałam dobrze znany głos.
-Cześć Rose. Co się stało?
-Cześć Zayn. Nie. Możemy się dzisiaj spotkać.
-Jeśli chcesz.
-O której?
-Ja mogę w każdej chwili.
-No to za 15 min. W parku przy tym dużym dębie. Okey ?
-Okey.
Założyłam czarne workery i skurzaną kurtkę tego samego koloru. Wsadziłam telefon do kieszeni i zamknęłam drzwi na klucz. W ciągu 13 minut doszłam do parku. Lubię jego atmosferę. Dużo rodzin często do niego przychodzi a gromadki dzieci wesoło ganiają się przy drzewach. Zazdroszczę ludziom tak beztroskiego życia. Poszłam do wielkiego dębu gdzy zawsze spotykaliśmy się z Zayn’em. Usiadłam na niedużej ławce pod drzewem. Po chwili zobaczyłam znajomą postać idącą w moim kierunku, więc wstałam.
-Cześć.
-Cześć Rose.
Nastała chwila ciszy.
-Słuchaj głupio wyszło.
Zaczęłam rozmowę bo owe milczenie było stresujące.
-Nie musisz się tłumaczyć.
-Powinnam od razu powiedzieć ci, że to nie ma sensu a do tego w ogóle się nie odzywałam.
-Ale co nie ma sensu.
-Nasz „związek”.
-Dlaczego tak sądzisz?
-Zayn?
-Nie wieże, ze gdybyś tak myślała, zgodziłabyś się na sex ze mną.
-Wiesz dobrze, że od zawsze jesteś moją słabością tylko nigdy nie okazywałeś mi takiego zaangażowania w naszą przyjaźń!
-Ja?!
-Tak ty! Zawsze byłeś taki nieobecny!
-Nieprawda!
-Oh, nie wmawiaj mi nic!
-Nigdy nie zrozumiesz mojej sytuacji!
-Niby jakiej? To ty podkochiwałeś się w swoim przyjacielu bez wzajemności ale za to twój drugi przyjaciel okazywał ci uczucie?! Potem straciłeś tego drugiego a ten pierwszy niezbyt się zmienił?! Ty?! Nie! To byłam ja…
W moich oczach stanęły łzy, więc usiadłam na ławce i patrzyłam się tępo w dal.
-Myślałem, że to tylko taka pogrywania ze mną a potem zakochałem się w kimś innym.
-Zakochałeś w kimś innym?!  Myślałam, że przyjaciele mówią sobie wszystko?! Ze mną bynajmniej tak było.
Chłopak sięgną do kieszeni i wyjął paczkę papierosów i zapalniczkę. Wyciągnął jednego i włożył sobie do ust podpalając go. Zaciągnął się głęboko poczym spokojnie odetchnął.
-Oo. Fajnie, że palisz też mi nie powiedziałeś.
-Nie było okazji.
-Aha. Jak długo?
-Myślę, że ze 4 miesiące albo 5.
-Co?! Dobra. Wiesz co? Chciałam cie przeprosić za swoje zachowanie i jeślibyś się zgodził to moglibyśmy odnowić naszą przyjaźń ale teraz nie mogę.
Zayn znowu zaciągnął się papierosem i rzucił na chodnik przygniatając butem. Nie wytrzymałam i zerwałam się z ławki.
-Zaczekaj!
Zacisnął swoją rękę na moim ramieniu. Mimowolnie się zatrzymałam i odwróciłam w stronę chłopaka.
-Kocham cię Rose.
-Co?!
-Kocham cię. Dajmy sobie szansę, proszę. Obiecuje, że się zmienię.
W oczach chłopaka można było dostrzec skruchę ale na mnie ona nie zadziałała. Spuściłam głowę, ze łzami w oczach i z drżącym głosem odpowiedziałam
-Nie Zayn, przepraszam
-Ale dlaczego…
Mocno pociągnęłam swoją rękę nie chcąc dłużej tego słuchać i zaczęłam biec do swojego domu z prędkością światła. Na miejscu szybko otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Nie wytrzymałam. Obsunęłam się plecami po dębowych drzwiach, podkuliłam nogi do pozycji embrionalnej i schowałam głowę między nogi po czym zaczęłam głośno płakać. Oprzytomniałam, gdy z mojego telefonu wydobyły się dźwięki oznaczające, że ktoś do mnie dzwoni. Niechętnie wyjęłam telefon z kieszeni, odebrałam i przystawiłam aparat do ucha.
-Halo
Powiedziałam załamanym głosem.
-Rose? Co się stało?
-Ellen. Kiedy wracasz?
-Jutro wieczorem.
-Przyjedź od razu do mnie, dobrze?
-Oczywiście kochana.
-Opowiem ci wszystko na miejscu.
-Dobrze.
-Teraz przepraszam ale idę się położyć.
Bez odpowiedzi rozłączyłam się. Telefon rzuciłam gdzieś na stolik przy drzwiach. Ślamazarnie wstałam z podłogi i pomaszerowałam pod prysznic. Umyłam się i poszłam spać. Rano obudził mnie budzik na szafce nocnej. Wyłączyłam go i poszłam do łazienki się ogarnąć. Ubrałam się w byle co i poszłam do kuchni na śniadanie. W sumie wypiłam mocną kawę. Wzięłam papiery potrzebne do lekarza i poszłam do pracy. Lilly nadal nie było. Odwaliłam najcięższą robotę bo ludzi było wyjątkowo dużo. Wypiłam kolejną kawę i zjadłam kanapkę. Po skończeniu poszłam na umówione spotkanie. Usiadłam na korytarzu i czekałam na swoja kolej. Po paru minutach weszłam do gabinetu dr.Hommles. Bardzo przyjemna kobieta. Każde wizyty miałam u niej. Na początku odpowiedziałam jej na parę pytań później zbadała moje piersi i kazała zrobić test moczu. Posłusznie wykonałam polecenia i czekałam w gabinecie na wyniki. Po 8 minutach przyszła dr.Hommles
-Wszystko jest w porządku, przepisze witaminy jeśli pani chce.
-Czyli wszystko jest dobrze? A więc co mi było?
-Nie było.
-Słucham?
-Jest pani w 4 tygodniu ciąży…   

________________________
Nie podoba mi się początek, ale 
koniec w sumie taki jak oczekiwałam :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ :D

HAPPY BIRTHDAY HARRY ! ♥






11 komentarzy:

  1. Kocham.! <3
    Błagam dodaj następny rozdział jak szybko się da.! :)
    Uwielbiam twój styl pisania i sposób w jaki kończysz każdy rozdział.!
    Podtrzymujesz nas czytelników w niebywale wysokim napięciu.!
    Jestem stałą obserwatorką twojego bloga.! ;*
    Oby tak dalej.!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny!!! Bardzo mi się podoba;D Czekam na nn.
    U mnie rozdział 10: http://opowiadaniaa1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham Twoje "po 8 minutach" hahahaha. boski rozdział, daleeeej! :DDDDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacja!!!
    Kocham twoje opowiadanie :)
    Mama nadzieje że szybko będzie następny rozdział bo nie wytrzymam,wybuchnę :P
    codziennie sprawdzam czy jest coś nowego i się doczekałam:)
    Pisz tak dalej :**

    OdpowiedzUsuń
  5. No to się narobiło. Początek też szczerze mówiąc nie przypadł mi do gustu, już myślałam, że napiszę Ci w komentarzu, żebyś więcej opisów dawała, ale nie, to byłoby niepotrzebne, bo kilka linijek dalej było już idealnie ;)
    Ciąża ! Kurde, co teraz? Ja chcę już wiedzieć .
    ściskam i całuję ; *

    OdpowiedzUsuń
  6. Ahh bardzo fajne :)
    Czekam na kolejny rozdział :D
    -Julia

    OdpowiedzUsuń
  7. Z ciekawości weszłam na Twojego bloga i co widzę? Kolejny rozdział, więc zabrałam się szybko za jego przeczytanie.
    Kamień spadł mi z serca kiedy okazało się, że nieprzyjemna sytuacji z Lilly okazała się złym snem. Prosiłam, ba, modliłam się o to. Moment spotkanie z Zaynem mnie zaskoczył. Jego zachowanie, takie hm... obojętne? Tak, tak je odbieram. I na dodatek to "kocham cię" takie puste wydawały mi się być te słowa. no nic, poczekam zobaczę co z tego wyjdzie dalej.
    Hah, tak myślałam, że będzie w ciąży. Wszystkie te koszmary, złe samopoczucie. Jestem ciekawa co postanowi dalej Rose. :)
    Czekam na ciąg dalszy. x

    www.trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. o mój boże! boskie! oni muszę być razem zapro do mine

    OdpowiedzUsuń
  9. świeetne <3 z niecierpliwością czekam na nowy <3

    prooszę, wbij http://wildworld69.blogspot.com/ <3

    OdpowiedzUsuń
  10. ten szablon jest taki cudowny, że nie mam słów *.*
    zapraszam do nie na nowy rozdział :D
    http://all-of-us-will-drown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger ! Więcej informacji na moim blogu http://polskaangliaionedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za komentarz! To ważne dla mnie :*****